Relacje naszych Cimbor-ówWolontariusze o międzynarodowym obozie w 2008 r.
Bátor Tabor poszerza Twoje granice. Zarówno w sensie fizycznym, jak i psychicznym. Po przepracowanym dniu wystarczy kilka godzin snu, żebyś następnego dnia z takim samym zapałem robił to, co do ciebie należy. Oczywiście dużą rolę mają w tym też inni wolontariusze. Dowiedziałem się o sobie wielu rzeczy, których nawet bym się nie spodziewał. 10 dni pobytu w Hatvan to była taka podróż w samopoznanie. (Máté Nándorfi)
To była dla mnie ważna lekcja, jak dzieci podchodzą do swojej choroby i jak sobie z nią radzą. Nauczyłam się traktować takie rzeczy o wiele bardziej naturalnie. Szkoda, że nikt nas tego nie uczy, że chore dzieci to właściwie zupełnie przeciętne dzieci. Żyją tak samo jak my kiedyś, albo tak samo jak my czytają o modnych zespołach w młodzieżowych pismach. Myślę, że teraz wyzbyłam się już zupełnie politowania, którego oni i tak wcale nie potrzebują. Zamiast tego powinniśmy raczej na zajęciach plastycznych coś razem zrobić, albo iść postrzelać z łuku. Tu nie chodzi tylko o zwykłą akceptację, to jest coś więcej. (Szabina Ughy).
W tym tygodniu, kiedy pomagałam na obozie jako wolontariuszka, przyjechały dzieci z Czech, ze Słowacji, z Polski i z Włoch. Na początku było nam trudno zrozumieć o co im chodzi, potrzebowaliśmy pomocy tłumaczy. Ale czasem gesty mówią więcej niż słowa. Na przykład mieliśmy taki wesoły wieczór, kiedy trzeba było porozumiewać się ze sobą rękami i nogami, albo językiem kosmitów. Od tego momentu komunikacja toczyła się już zupełnie gładko. (Adrienn Trosztel)
Przy pożegnaniu rzucili mi się na szyję i pytają z płaczem: „Prawda, przyjedziesz w przyszłym roku?” Nie wiem, czy to jest związane z chorobą, czy po prostu w wieku kilkunastu lat ma się w sobie jeszcze coś tak krystalicznie czystego, co przepływa prosto z serca do serca (P.M.) | ||
BÁTOR TÁBOR, GDZIE ZAWSZE ŚWIECI SŁOŃCE!